Logo Polskiego Radia
Print

"Ukraina potrzebuje planu Marshalla i Partnerstwa Plus"

PR dla Zagranicy
Halina Ostas 24.11.2017 09:39
UE powinna oferować Kijowowi rozszerzoną współpracę - mówi w rozmowie z portalem PolskieRadio.pl Maksym Khyłko
Źródło: facebook.com

Unia Europejska powinna zaoferować rozszerzoną współpracę Ukrainie, Gruzji, Mołdawii, tym państwom Partnerstwa Wschodniego, które dążą do przyłączenia się do Wspólnoty - mówił portalowi PolskieRadio.pl Maksym Khyłko z Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki. Zaznaczył, że część krajów UE opiera się przed wpisaniem do dokumentów europejskiej perspektywy dla Kijowa. Tymczasem Ukraina potrzebuje większego wsparcia Zachodu.

24 listopada w Brukseli zbiera się V szczyt Partnerstwa Wschodniego. - Unia Europejska powinna oferować Kijowowi rozszerzoną współpracę - mówił w rozmowie z portalem PolskieRadio.pl Maksym Khyłko przewodniczący think tanku East European Security Research Initiative Foundation i pracownik naukowy Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki. Ekspert obawia się jednak, że w tym roku do tego nie dojdzie.

Maksym Khyłko zaznaczył, że trudno obecnie umieszczać w jednej kategorii demokracje dążące do UE i NATO, jak Ukraina, i państwa z autorytarnymi rządami z Partnerstwa Wschodniego. Zaznaczył, że Ukrainie potrzebny byłby plan wsparcia ekonomicznego w rodzaju planu Marshalla.

Maksym Khyłko stwierdził, że Rosja ma kilka scenariuszy dla Donbasu i każdy jest dla niej korzystny. Natomiast wciąż nie widać rozwiązania konfliktu. Możliwe jest zaostrzenie sytuacji przed wyborami w Rosji.

Zachęcamy do lektury wywiadu.

PolskieRadio.pl: Jakie są oczekiwania Ukrainy przed szczytem Partnerstwa Wschodniego w Brukseli?

Maksym Khyłko, przewodniczący think tanku East European Security Research Initiative Foundation i pracownik naukowy Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki: Ukraina oczekuje dywersyfikacji Partnerstwa Wschodniego. Inicjatywa obejmuje sześć krajów, spośród których trzy, Ukraina, Gruzja i Mołdawia, podpisały umowy stowarzyszeniowe i o wolnym handlu. Wprowadzono również dla nich reżim bezwizowy z Unią Europejską. Państwa te deklarują jasno, że zamierzają wejść do Unii Europejskiej i pracują bardzo ciężko nad wdrażaniem reform. Oczywiście nie zawsze reformy przebiegają gładko. Jednak te państwa pracują nad zmianami i wkładają w to duży wysiłek.

Trzy inne państwa, Białoruś, Azerbejdżan, Armenia, pozostają w bliskich relacjach z Rosją. Białoruś i Armenia są również członkami Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej, należą do organizacji militarnej kierowanej przez Rosję (ODKB). Nie mają planów, by wejść do UE. Oprócz tego Mińsk i Baku są kierowane przez władze autorytarne, nie są to demokracje.

Tymczasem mamy do czynienia z dziwną sytuacją, gdy wszystkie te kraje wrzuca się do jednej kategorii i Unia Europejska oferuje nam te same instrumenty i ramy współpracy. Dlatego chcemy, aby Ukraina, Mołdawia, Gruzja miały poszerzone możliwości współpracy z Unią Europejską. Mogłoby to być coś w rodzaju Partnerstwa Wschodniego Plus.

Ukraina oczekiwałaby, aby UE zaoferowała nam jej rozszerzoną formę współpracy. Niestety, wydaje się, że to się nie stanie, a przynajmniej w tym roku.

Na czym miałaby polegać taka rozszerzona współpraca? Czy pojawiają się konkretne postulaty?

Wizja, czym może być taka współpraca, zawarta jest m.in. w rezolucji Parlamentu Europejskiego z 15 listopada. Poparła ją ogromna większość ponad 500 europarlamentarzystów. Postuluje ona, by zaproponować, Ukrainie, Gruzji i Mołdawii dołączenie w przyszłości do do unii celnej, unii energetycznej, unii cyfrowej, a nawet możliwość dołączenia do strefy Schengen, również skasowanie opłat za roaming. Taka była propozycja PE.

Poza tym zaproponowano, by dla tych trzech krajów ustanowiono specjalny fundusz – ukierunkowany na inwestycje, infrastrukturę społeczną i ekonomiczną, wspierający inwestycje publiczne i prywatne w trzech krajach.

Takie były propozycje Parlamentu Europejskiego. Jednak PE jest zawsze gotowy, by okazać większe wsparcie państwom Partnerstwa Wschodniego niż władze wykonawcze.

Co jest realne pośród tych postulatów? Moim zdaniem Kijowowi może być zaoferowana unia energetyczna i być może większa współpraca przy projektach cyfrowych. Być może podjęte będą jakieś działania w sprawie opłat roamingowych. Jeśli chodzi o inne postulaty – fundusz powierniczy, unię celną – myślę, że UE nie jest jeszcze gotowa, by je nam zaproponować.

W ostatnim czasie odżyły dyskusje o planie Marshalla dla Ukrainy. Co miałby on zakładać, na ile realny jest taki projekt?

Tak zwany plan Marshalla dla Ukrainy przedstawiany jest w różnych formach. Główną ideą jest, by zaproponować wsparcie ekonomiczne dla Ukrainy o dużej skali. Miałoby to być coś na kształt planu Marshalla, który Stany Zjednoczone zaproponowały państwom europejskim po II wojnie światowej.

Czy jest to obecnie realna propozycja? Myślę, że niestety nie. UE nie jest teraz na to gotowa, nie ma takiego planu, nie jest gotowa, by zaoferować pomoc dla Ukrainy w takim wymiarze.

Komisarz UE ds. Europejskiej Polityki Sąsiedztwa i negocjacji akcesyjnych Johannes Hahn powiedział, że UE zaproponuje inne sposoby ekonomicznego wsparcia Ukrainy. O ile wiem, UE zamierza zaproponować wszystkim państwom Partnerstwa Wschodniego współpracę w ramach tzw. Europejskiego Planu Inwestycji Zewnętrznych (European External Investment Plan). UE ustanowiła go rok temu, w tym roku przedstawia go państwom Afryki i wschodniego sąsiedztwa. Plan zakłada wsparcie inwestycji w sferze energetycznej, w małym biznesie, w infrastrukturze rolniczej, cyfrowej. To nie jest wsparcie w rodzaju planu Marshalla – on wynosiłby około 5 mld euro dla samej Ukrainy. Natomiast EEIP to około kilku miliardów dla całego regionu.

Zatem wydaje się, że plan Marshalla to nie jest realna przyszłość, raczej pobożne życzenia.

Czego potrzebowałaby obecnie Ukraina, by wspomóc proces reform, by nie uległ on załamaniu?

To co najważniejsze – należy do zadań Ukrainy. Trzeba zmniejszyć poziom korupcji, co już w części się stało. Musimy ustanowić silne rządy prawa. Te dwa czynniki wpłyną na zwiększenie zagranicznych inwestycji. Być może uda nam się pozyskać inwestycje bez planu Marshalla. Musimy zatem tworzyć lepsze warunki dla inwestycji, by wielki biznes był nimi zainteresowany.

Oczywiście byłoby znacznie lepiej, gdyby państwa zachodnie zaproponowały nam silniejsze wsparcie finansowe niż ma to miejsce teraz. Ta pomoc, którą teraz oferuje nam UE i Zachód, ledwie wystarcza Ukrainie na przetrwanie. Jednak nie starczy, by Ukraina zaczęła dobrze prosperować. Zatem Ukraina potrzebuje większego wsparcia finansowego, by gospodarka zaczęła szybko się rozwijać i mogła poradzić sobie z gospodarczymi problemami, z którymi borykamy się po agresji Rosji. Po ataku Moskwy straciliśmy 20 procent PKB.

Jednak pierwsze kroki musimy uczynić my sami.

Pojawiły się doniesienia, że Ukraina nie jest zadowolona z projektu deklaracji końcowej szczytu Partnerstwa Wschodniego – dlatego, że nie zawiera ona wzmianki o aspiracjach europejskich Ukrainy, o jej przyszłym członkostwie w UE. Są też takie doniesienia, że Petro Poroszenko zapowiedział, że w takim przypadku może nie przyjechać na szczyt.

Sprawa wzmianki o europejskich aspiracjach Ukrainy pojawia się nie po raz pierwszy. To jest problem dla części krajów UE, m.in. Holandii, Francji, Niemiec. Nie popierają włączenia deklaracji w sprawie przyszłego członkostwa w UE w żadnych unijnych dokumentach. To bardzo dziwne, bo Traktat UE przyznaje każdemu państwu prawo do starań o członkostwa w UE, jeśli wprowadzi w życie europejskie standardy.

Jeśli Ukraina będzie nalegać na taką wzmiankę, być może deklaracja nie zostanie podpisana wcale. Jednak nie sądzę, by to brak deklaracji był w takim przypadku problemem. Chodzi głównie o to, by przedstawić wizję i idee dalszego rozwoju Partnerstwa Wschodniego. Bez takiej wizji deklaracja nie ma sensu.

Jeśli UE nie jest gotowa, by przedstawić Ukrainie, Mołdawii, Gruzji pomysły na bliższą współpracę z UE, to cała idea PW może stać się mniej atrakcyjna dla społeczeństw tych państw.

W Donbasie, w Ługańsku, walczą ze sobą dwie frakcje tzw. separatystów. Są informacje, że Rosja posłała przez granicę czołgi. Czy te wydarzenia mogą mieć wpływ na sytuację w całym regionie Donbasu? Jakie jest ich podłoże?

Jest tu kilka czynników. Przede wszystkim to konflikt o pieniądze między różnymi grupami separatystów. Druga rzecz: Igor Płotnicki, tzw. prezydent samozwańczej republiki, sygnalizował ostatnio trochę bardziej ugodową postawę względem Ukrainy, mówił o tym, że tzw. Ługańska Republika Ludowa powinna przedyskutować warunki egzystencji w ramach ukraińskiego państwa. I kilka tygodni później widzimy konflikt z frakcją szefa policji, który opowiada się za tym, by ŁNR była częścią Rosji. Jest to zatem presja ze strony Rosji. Pokazuje separatystom, że łagodna pozycja w negocjacjach z Ukrainą nie jest tolerowana, wymaga twardego stanowiska z ich strony, co z kolei pogarsza sytuację bezpieczeństwa.

Czy widać rozwiązanie konfliktu na Ukrainie? Jakie widać najprawdopodobniejsze scenariusze?

Jeśli chodzi o najbliższą przyszłość, nie widać rozwiązania. Krokiem w jego stronę może być misja pokojowa ONZ w rejonie Donbasu. Jednak jest niemal pewne, że Rosja będzie blokować wszystkie tego rodzaju propozycje. Myślę, że przez najbliższe miesiące lub nawet lata sytuacja pozostanie taka, jak teraz. Nie będzie pokoju, nie będzie zaciekłej wojny, jednak walki na obecnym poziomie będą się utrzymywać.

Jakie mogą być obecnie plany Rosji względem Ukrainy?

Rosja może mieć kilka scenariuszy w zanadrzu. Większość z nich niestety jest w jej interesie. Może utrzymywać obecną sytuację - Rosja może być z tego zadowolona, bo wojna niszcząco wpływa na gospodarkę Ukrainy, stoi na przeszkodzie integracji z NATO i UE. Może dążyć również do zamrożenia konfliktu jak w Mołdawii, albo ustanowienia pseudopaństw, których niezależność Rosja wspiera, jak w Gruzji. Sytuacja zależy od wielu czynników - ale również od tego, jakim poparciem będzie cieszył się Władimir Putin przed następnymi wyborami. W celu mobilizacji opinii publicznej możliwa jest prowokacja, eskalacja konfliktu w Donbasie dla celów wewnętrznych.

***

Z Maksymem Khyłko, przewodniczącym think tanku East European Security Research Initiative Foundation i pracownikiem naukowym Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki rozmawiała Agnieszka Kamińska, PolskieRadio.pl.

Print
Copyright © Polskie Radio S.A O nas Kontakt