Logo Polskiego Radia
Print

"GP": Desowietyzacja Ministerstwa Spraw Zagranicznych

PR dla Zagranicy
Halina Ostas 06.02.2017 10:50
Powstał rządowy projekt nowelizacji ustawy o służbie zagranicznej, odchodzący od modelu PRL-owskiej dyplomacji
Ministerstwo Spraw Zagranicznych - zdjęcie ilustracyjneMinisterstwo Spraw Zagranicznych - zdjęcie ilustracyjneFoto: IAR/Łukasz Kowalski

Za kilka dni do Sejmu wpłynie rządowy projekt nowelizacji ustawy o służbie zagranicznej, który całkowicie odchodzi od modelu PRL-owskiej dyplomacji. Szczególny nacisk położono na profesjonalizm, patriotyzm i działanie w interesie państwa polskiego.

Do założeń nowelizacji, która została opracowana przez zespół pod kierunkiem wiceministra spraw zagranicznych Jana Dziedziczaka, dotarła "Gazeta Polska".

Po raz pierwszy od 1990 r. dokładnie zdefiniowano problem obciążeń PRL w MSZ, obecności służb specjalnych w resorcie oraz przedłożono projekt fundamentalnych zmian.

Projekt liczy blisko czterdzieści stron uzasadnienia – szczegółowo opisano w nim zarówno potrzebę uchwalenia nowelizacji, jak i założenia dotyczące zatrudnienia nowych pracowników, rozszerzenia lustracji oraz odejścia od postkomunistycznego modelu służby zagranicznej. W projekcie opisano m.in. sprawy pracownicze, rozszerzenie pakietu socjalnego, nadawanie stopni dyplomatycznych, a przede wszystkim rolę służby zagranicznej w interesie suwerennej i niepodległej RP.

– Trzeba odjeść od postkomunistycznego modelu dyplomacji, trzeba otworzyć służbę zagraniczną dla młodych, wykształconych ludzi, dla których patriotyzm nie jest pustym słowem, lecz jedną z najważniejszych wartości – podkreśla Michał Dworczyk (PiS), przewodniczący sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą.

Odejście od PRL-u

Do tej pory w Ministerstwie Spraw Zagranicznych wielu pracowników było absolwentami MGIMO. Jak pisał w maju ubiegłego roku Piotr Lisiewicz w „Gazecie Polskiej” („Sowieckie kariery polskich dyplomatów”), Moskowskij Gosudarstwiennyj Institut Mieżdunarodnych Otnoszenij, czyli Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych, ukończyło ponad 60 polskich dyplomatów i innych pracowników służby zagranicznej. W czasach komunizmu do MGIMO trafiały głównie dzieci partyjnych dygnitarzy, wojskowych lub szpiegów. MGIMO kształciła przyszłe „elity” Związku Sowieckiego i innych republik komunistycznych: dyplomatów, polityków i agentów.
Czy ukończenie tej uczelni to dobra rekomendacja do pracy w dyplomacji niepodległej Polski? Obecny minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski tak mówił o tym w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” w sierpniu 2012 r.: „Dyplomaci po MGIMO to grupa Polaków wielko-Rusów, którzy studiując w Rosji, zachłysnęli się potęgą tego państwa”. Stwierdzał też, że wśród MGIMO-wców wytworzył się „rodzaj kasty, grupy ludzi trzymających się razem i wzajemnie się popierających”.
Jak czytamy w projekcie nowelizacji ustawy, „służba zagraniczna w obecnym kształcie jest nie tylko następcą prawnym, ale także bezpośrednim kontynuatorem służby dyplomatyczno-konsularnej zakorzenionej systemowo jeszcze w czasach PRL”. W rzeczywistości powstała w 2002 r. służba zagraniczna powielała wszystkie cechy komunistycznej dyplomacji, łącznie z kadrami.

Nadreprezentacja służb w MSZ

Tylko w latach 2007–2016 Instytut Pamięci Narodowej przedłożył wnioski o wszczęcie procesów lustracyjnych wobec 35 dyplomatów za zatajenie przez nich faktu bycia funkcjonariuszami bądź konfidentami bezpieki PRL. Wielu dyplomatów ze stażem w PRL awansował na placówki Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska w latach 2007–2014. Niebagatelny wpływ na polską politykę zagraniczną w czasach rządów koalicji PO–PSL miało zbliżenie z Moskwą, a jednym z inicjatorów i wykonawców tego zbliżenia był właśnie Radosław Sikorski.
W tym czasie doszło również do poważnego zaburzenia zasad współpracy pomiędzy MSZ a służbami specjalnymi. W projekcie nowelizacji znalazła się analiza, z której jednoznacznie wynika, że brak ustawowych reguł dotyczących obecności służb specjalnych w służbie zagranicznej doprowadził do naruszenia autonomii dyplomacji.

W polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych do dziś pracuje wielu absolwentów wspomnianego MGIMO. Przez lata w III RP w służbie dyplomatycznej były osoby zarejestrowane jako tajni współpracownicy służb specjalnych PRL, w tym także szefowie MSZ, m.in. Adam Daniel Rotfeld ps. Serb i Ralf czy Włodzimierz Cimoszewicz ps. Carex. W MSZ nie brakowało także funkcjonariuszy służb specjalnych PRL-u. Przykładem może być Janusz Skolimowski, funkcjonariusz służb specjalnych PRL, absolwent moskiewskiej Akademii Dyplomatycznej, były ambasador Polski na Litwie. W czasach rządów koalicji PO–PSL Janusz Skolimowski był prezesem zarządu Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” i odgrywał kluczową rolę w kształtowaniu polskiej polityki zagranicznej na Kresach.

Jak czytamy w nowelizacji, negatywnym zjawiskiem jest istotne nasycenie kadrowe resortu spraw zagranicznych osobami pochodzącymi z rekomendacji służb, emerytowanymi funkcjonariuszami służb oraz osobami powiązanymi ze służbami więzami zawodowymi bądź nieformalnymi.

„Nie będzie wiele przesady w stwierdzeniu, że MSZ stał się wygodną »przechowalnią« dla emerytowanych funkcjonariuszy oraz osób, których służby zdecydowały się z rozmaitych powodów pozbyć, przerzucając niejako koszt ich dalszego zatrudnienia na MSZ” – czytamy w projekcie.
Podkreślono w nim również, że wartość tych pracowników, ich kompetencje, zdolność do adaptacji i wola podnoszenia kwalifikacji są znikome. Z tych właśnie powodów należy ustawowo określić zasady obecności służb specjalnych w służbie zagranicznej i spowodować „wyeliminowanie zbędnego nawisu kadrowego powstałego dzięki swoistej nadreprezentacji osób związanych ze służbami specjalnymi w minionych latach”.

W nowelizacji znalazły się również zapisy dotyczące rozszerzenia katalogu osób zobowiązanych do złożenia oświadczenia lustracyjnego. W projekcie zaproponowano, by „dodać przepis obejmujący wszystkich członków służby zagranicznej oraz członków ich rodzin, o ile ci ostatni są zatrudnieni w placówce zagranicznej”.

Negatywne przesłanki

W projekcie nowelizacji ustawy o służbie zagranicznej znalazły się zapisy dotyczące negatywnych przesłanek zatrudnienia w służbie zagranicznej RP. Wprowadzenie tych zapisów wynika z preambuły Konstytucji RP, w której napisano o „gorzkich doświadczeniach z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane”. Z tego właśnie powodu negatywna przesłanka do zatrudnienia w MSZ dotyczy osób, które w okresie do 31 lipca 1990 r. pracowały, pełniły służbę lub też były współpracownikami organów bezpieczeństwa państwa.
Autorzy projektu nowelizacji, formułując negatywne przesłanki do zatrudnienia w MSZ, przytoczyli zarówno zapisy Konstytucji RP, jak i stanowisko Trybunału Konstytucyjnego z 1999 r., w którym czytamy, że z „konstytucyjnej zasady zaufania do prawa stanowionego przez państwo nie wynika, że każdy zawsze może ufać, iż prawne unormowanie jego praw i obowiązków nie ulegnie na przyszłość zamianie na jego niekorzyść. Ocena zależy od treści dokonywanych przez pracodawcę zmian i sposobu ich wprowadzenia przy uwzględnieniu całokształtu okoliczności oraz konstytucyjnego systemu wartości”.

Właśnie na podstawie tych zapisów m.in. świadoma działalność na rzecz umacniania totalitarnego państwa i działanie w interesie Związku Sowieckiego są okolicznościami dyskwalifikującymi do pracy w MSZ: „Przedłożony projekt wychodzi z założenia, że ocena wartości konstytucyjnych (…) winna uwzględniać także, a może przede wszystkim, optykę tych osób, które nie pracowały, nie pełniły służby ani też nie były współpracownikami komunistycznego aparatu ucisku i które mają prawo oczekiwać od ustawodawcy, że na straży suwerenności i interesów reprezentującego ich państwa nie będą stali dyplomaci rekrutujący się spośród byłych komunistycznych agentów bezpieczeństwa i ich tajnych współpracowników”.

Szczególną uwagę zwrócono na historyczne uwarunkowania MSZ, który zawsze odznaczał się nadreprezentatywnością byłych pracowników, oficerów lub współpracowników służb specjalnych PRL-u – praca w resorcie spraw zagranicznych była zajęciem bardzo intratnym.

„Z uwagi na faktyczną izolację dyplomacji PRL na arenie międzynarodowej po wprowadzeniu w PRL stanu wojennego kadry MSZ przed rokiem 1990 składały się w znacznej części bądź to z pracowników, bądź współpracowników aparatu bezpieczeństwa, dla których wyjazd na dobrze opłacaną placówkę był traktowany jako swego rodzaju nagroda. (…) W schyłkowym okresie PRL, będącym zarazem okresem największej degrengolady PRL-owskiej służby dyplomatyczno-konsularnej, wśród jej pracowników dominowały postawy oportunistyczne, a motywacja do pełnienia służby miała przede wszystkim wymiar korzyści materialnej. Ten bagaż doświadczeń i postaw został wniesiony do służby zagranicznej wraz z kadrami MSZ z okresu PRL, co sprawiło, że polska dyplomacja była i jest nadal w szczególny sposób negatywnie obciążona dziedzictwem PRL, które utrudnia, a niekiedy wręcz uniemożliwia jej sprawne działanie oraz umacnianie pożądanych etycznych postaw” – czytamy w uzasadnieniu projektu.

„Tak mi dopomóż Bóg”

W projekcie nowelizacji ustawy znajduje się zapis dotyczący ślubowania oraz ustanowienia dnia służby zagranicznej. Wprowadzono nową rotę ślubowania: każdy członek służby zagranicznej będzie przyrzekał godnie reprezentować RP, strzec jej suwerenności, chronić jej interesy i dobre imię. Można też będzie wypowiedzieć słowa: „Tak mi dopomóż Bóg”. Jak czytamy w uzasadnieniu nowelizacji, „do tej pory służba zagraniczna jest jedyną służbą państwową, w której takiej możliwości ustawa nie przewiduje”.
W projekcie pozostawiono 16 listopada jako dzień służby zagranicznej – tego dnia w 1918 r. marszałek Józef Piłsudski wysłał pierwszą zagraniczną depeszę do przywódców państw świata, informującą o powstaniu niepodległego państwa polskiego. Do ustanowienia Dnia Służby Zagranicznej RP doprowadził w 2009 r. dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ Mariusz Kazana, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Źródło: "Gazeta Polska"/ho

Print
Copyright © Polskie Radio S.A O nas Kontakt